Słowem wstępu
Wszyscy chcą móc. A co jak już nie możesz móc? Zdanie zaczerpnęłam z książki filozofa Byung-Chul Han, „Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje”. „Móc” – rdzeń nowoczesnej obietnicy, hasło naszych czasów, w których wolność utożsamiamy z nieskończoną możliwością działania. Ale co, gdy „móc” rozlewa się tak szeroko, że traci brzegi? Gdy możliwość staje się nakazem, a wolność – ciężarem?
Han pisał, że żyjemy w epoce nadmiaru pozytywności: nieustannego możesz, które obiecuje nieskończone możliwości, a jednocześnie nie daje odpoczynku. Zewsząd dobiega szept: „możesz więcej, szybciej, wydajniej”, aż w końcu słowo „móc” puchnie, tracąc ciężar i sens.
„Nie móc już móc” – tego zdania nie daje się łatwo rozplątać. Czy mówi o całkowitym wyczerpaniu, czy o wyzwoleniu z imperatywu możności? Słowo „już” sygnalizuje punkt graniczny, moment, gdy „móc” zostało nadwerężone aż do niemożliwości. Ale zarazem otwiera się przestrzeń, w której język zaczyna tańczyć: móc, nie móc, móc nie móc, nie móc móc, mogę nie móc, mogę niemoc, mogę nic, nić.
O pracy
- Haft z cyklu „Siej zlepszenie”
- Wymiar haftu: 41×41 cm.
- Haft ręczny na serwetce znalezionej w lumpeksie, 2025
- Praca oprawiona w ramę i między dwie szyby.
- Praca unikatowa – wykonana tylko w jednej sztuce. Jej reprodukcje będę także sprzedawać jako plakaty.











